[VIDEO] Porwał 4-letnie dziecko, więzi je współpracując z pedofilem i powołuje się na Polski Rząd! Matka 4-letniej Julki prosi o pomoc Prokuratora Okręgowego w Gdańsku Michała Kierskiego!
Bartłomiej P. szydzi z postanowienia gdańskiego Sądu, okłamał Policjantów i współpracuje z prawomocnie skazanym pedofilem! Od 22 marca 2020 więzi 4-letnią Julkę, twierdzi że wykonuje polecenia Polskiego Rządu i jest bezkarny!
Prezentujemy szokujące nagranie z 5 kwietnia 2020 roku. Wtedy to przedostatni raz Monika Fortas rozmawiała ze swoją 4-letnia córeczką więzioną w przez ojca Bartłomieja P. (filmy będą dostępne ok, godz.15:00)
Kobieta ma prawomocne postanowienie Sądu Rejonowego dla Gdańska-Południe, które przyznało jej opiekę nad dzieckiem. A ojcu ustanowiło weekendowe spotkania co 2 tygodnie.
Mężczyzna dziecka nie oddał 22 marca 2020. A w nagraniu z 5 kwietnia wykrzykuje, że dziecka nie odda powołując się na Polski Rząd!
Pomorscy policjanci poszukiwali go kilkukrotnie, bo okłamał ich co do adresów zamieszkania. Jeden z nich w ogóle nie istnieje, spod drugiego uciekł. Teraz ukrywa sie pod trzecim.
O ukrywaniu tego dziecka w stadninie koni w Bąkowie pod Gdańskiem, gdzie prowadzone są zajęcia dla dzeci i młodzieży, pisaliśmy w artykule:
Dodatkowo matka jest przerażona bo uzyskała dowód, że Bartlomiej P. współpracuje ściśle z Przemysławem S. skazanym prawomocnie za pedofilię. Koszmarne reportaże na jego temat upubliczniła jesienią 2019 roku telewizja TVN.
- Jestem cała przerażona. Nie wiem gdzie jest moja córeczka i co może ja spotkać - przekazuje pozostawiona bez pomocy już blisko półtora miesiąca Monika Fortas
Dziś rano razem z kamerą naszej stacji Telewizja.Patriot24.net udała się do Prokuratora Okręgowego w Gdańsku Michała Kierskiego. Pomimo pandemii, w tej szokującej sytuacji została z ogromnym zrozumienienim przyjęta przez Szefa tej Prokuratury.
- Przyjechałam prosić Pana Prokuratora Michała Kierskiego o natychmiastową pomoc. Mam nadzieję, że te wszystkie dowody w końcu uruchomią Organa Ścigania - przekazała przed wejściem do budynku prokuratury Monika Fortas
Całą tę rozmowę zamieszczamy również wraz z niniejszym tekstem (po godz. 15)
Czy gdańscy Prokuratorzy poradzą sobie z cynicznym porywaczem dziecka Bartłomiejem P., okłamującym organa ścigania, cynicznie szydzącym z Polskiego Rządu oraz chroniącym siebie i rzekomo dziecko współpracując z pedofilem?
Czy polskie prawo poradzi sobie z tak bezczelnym krzywdzeniem dziecka? Czy może konieczne są szybkie i pilne zmiany ustawowe w tym zakresie?
Radom i Warszawa dzieli niewielka odległość, ale w tej sprawie widać przede wszystkim dystans między działaniami instytucji, które formalnie pracują, lecz faktycznie nie spotykają się w jednym punkcie. Z materiałów analizowanych przez redakcję wyłania się obraz czynności prowadzonych równolegle, bez realnej synchronizacji, co w sprawie dotyczącej dziecka ma znaczenie kluczowe — bo tu liczy się nie dokument, tylko czas.
Konflikt to zjawisko naturalne — pojawia się wszędzie tam, gdzie ścierają się interesy, emocje i różne interpretacje rzeczywistości. Jednak są sytuacje, w których przestaje być tylko sporem, a zaczyna oddziaływać na znacznie szersze otoczenie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Kolejna próba wykonania postanowienia sądu dotyczącego wydania dziecka zakończyła się niepowodzeniem. Do zdarzenia doszło w Radomiu, gdzie pod nadzorem kuratorów podejmowano czynności związane z realizacją orzeczenia wydanego przez Sąd Rejonowy w Żyrardowie. Na miejscu obecni byli również funkcjonariusze policji. Mimo zaangażowania służb i formalnej podstawy prawnej wynikającej z decyzji sądu, czynność nie doprowadziła do wykonania orzeczenia.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.